wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 5


- Tak to dziś ! - krzyknęłam bo to dziś jest 8 lipca i to dziś wylatuję do cioci do Stanów. Cieszyłam się jak dziecko. Szybko wzięłam walizkę z pokoju i zniosłam ją na dół do jadalni.
- Jedziemy już ? Bo taksówka przyjechała ! - krzyknęłam
- Tak, tak już idziemy – odpowiedziała mi mama. Wiedziałam, że i tak szybko to nie nastąpi więc sama wzięłam walizkę i wyszłam z domu. Słyszałam tylko jak mama tłumaczy mojemu bratu ile i kiedy ma dawać jedzenie psom, o jakiej porze ma podlewać kwiatki te w domu jak i również na dworzu. Otworzyłam furtkę i wyszłam razem z walizką poza teren mojego ogrodu. Przemiły starszy pan wyszedł z samochodu, uśmiechnął się do mnie i otworzył mi bagażnik. Ja jednak nie mogłam sobię z nią poradzić z walizką więc poprosiłam pana, a on od razu ją włożył. Wróciłam się jeszcze na chwilę do domu po moją torbę, a przy okazji po to by popędzić rodziców. Gdy byłam w progu ujrzałam mamę która przytula Łukasza.
- Aww.. jak słodko, a teraz jedźmy – powiedziałam po czym sama się do niego przytuliłam. Wzięłam torbę i podeszłam jeszcze na chwilę do mojego pieska. Było widać po nim to, że wie, że wyjeżdżamy. Zawsze jest szalony, a teraz był smutny. Nie chciał żebym go wzięła na ręce tylko uciekł na posłanie. Szkoda mi go było. Tata wziął drugą walizkę i wyszedł, a ja za nim. Wsiedliśmy do taksówki. Chwilę jeszcze czekaliśmy na mamę która, żegnała się z psami. Weszła i ruczyliśmy. Podróż na Okęcie taksówką trwała 45 minut. Gdy dojechaliśmy weszliśmy do środka i poszliśmy w stronę odprawy. Ja zdążyłam jeszcze napisać na twitter'ze '' Czekałam na ten dzień długo ! Fly to America''.
Czas poleciał mi strasznie szybko. Jeszcze przed chwilą byłam na lotnisku w Warszawie, a teraz byłam na lotnisku w Waszyngtonie. Wyszliśmy z budynku i poczułam zupełnie inne powietrze niż Polsce. Wszędzie wisiały Amerykańskie flagi, które powiewały na wietrze. Pogoda była idealna – ani za cieło, ani za zimno. Zamówiliśmy taksówkę, która zawiozła nas do naszego hotelu. Na wszytko patrzyłam z wielkimi oczami. Wiedziałam, że te wakacje zapamiętam do końca życia.
Dojechaliśmy na miejsce. Pani recepcjonistka dała nam dwa klucze. Na każdym był inny numer. Złapałam za swój klucz i poszłam w stronę drzwi które prowadzą do mojego pokoju. Był ogromny z śnieżnymi ścianami. Przy jednej z nich stąło wielkie łóżko. Obok niego szafka nocna z lampką. Na przeciwko w jednej z ścian była szafa z lustrem. Niedaleko stała toaletka, a obok było wyjście na balkon. Pod jednym z okien stał niewielki stół i dwa krzesła.
- Tu jest prześlicznie – pomyślałam patrząc przez okno.
Rozpakowałam walizkę i przebrałam się w czystę ubrania, ponieważ podróż trawała kilka godzin. Po przebraniu się poszłam zobaczyć pokój rodziców. Był dosłownie taki sam.
- Wychodzimy gdzieś dziś ? - zapytałam siadając na krześle i wpatrując się w ładny widok przez okno.
- Pojedziemy do cioci Jenny , a później pójdziemy na spacer – powiedział tata.
Spojrzałam na zegarek dochodziła godzina 11:03. Poszłam do swojego pokoju schować potrzebne rzeczy do torebki.
- Chyba wszystko – pomyślałam, ale jednak zapomniałam o jednej rzeczy dokładniej o zeszycie i długopisie – ha ! Może spotakam jakąś gwiazdę.
Zamknęłam pokój na klucz i schowałam go do torby po czym ruszyłam w stronę wyjścia z hotelu. Tam czekali już na mnie rodzice. W szybkim tempie dojechaliśmy taksówką do mieszkania cioci. Byliśmy u niej około 2 godziny. Gdy wyszliśmy, postanowiliśmy przejść się pieszo.
Dochodziliśmy do hotelu gdy nagle zobaczyłam grupkę nastolatek stojących wokół pewnej osoby. Wszystkie krzyczały 'OMG ! I love you so much !'. Podeszłam bliżej i ujrzałam jego. Serce zaczęło mi szybciej bić. Stanęłam jak wryta. Miałam pustkę w głowie. Nagle chłopak spojrzał na mnie uśmiechnął się, a mi przed oczami zrobiło się czarno. Upadłam.
Po pewnym czasie otworzyłam oczy i ujrzałam tego samego chłopaka. Tylko teraz leżałam na łóżku w moim pokoju. Wstałam jak poparzona.
- Ty jesteś Austin ? - zapytałam.
- Tak – odpowiedział chłopak z uśmiechem na twarzy. Serce znowu mi zaczęło szybciej bić. Usiadłam na chwilę na łóżko, ponieważ znowu mi się zarkęciło w głowię.
-Nic Ci nie jest? - zapytał.
- Nie, ale trochę się słabo czuję – powiedziałam, a on położył rękę na moim ramieniu – z tego całego zdarzenia zpomniałam się przedstawić. Jestem Kasia.
- Miło mi. - odpowiedział.
- Mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcię i dostać od ciebie autograf ? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście – odpowiedział pokazując swoje pięknie wyprostowane zęby. Zrobiliśmy sobię razem zdjęcie. Od razu wstawiłam je na twitter'a. Wyjęłam zeszyt gdzie mam autografy, a on bez problemu podpisał się.
- Dziękuję – powiedziałam i zawinęłam kawałek kosmyku włosów za ucho.
- Mam propozycję – rzucił – pójdziemy na spacer. Powinnaś zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Od razu się zgodziłam. Poszłam jeszcze na chwilę do pokoju rodziców powiedzieć że wychodzę. Gdy szliśmy korytarzem zkręciło mi się głowie i obsunęłam się lekko na ścianę. Austin szybko mnie złapał żebym nie upadła.
- Może lepiej wezmę cię za rękę bo widzę, że średnio się czujesz – zaproponował, a ja nie protestowałam. Wyszliśmy z hotelu. Przed nim czekało dużo nastolatek, które patarzyły się na mnie jakbym im coś zrobiła. Widać było, że to jego fanki.
Poszliśmy w stronę fontanny. Były tam ławki, więc usiadłam na jednej z nich. Austin zrobił to samo. Zaczęliśmy rozmawiać. Co jakiś czas chłopak powiedział coś śmiesznego, a ja się śmiałam. Dochodziła 17.
- Dobra ja się chyba już zbieram.
- Przejdźmy się jeszcze kawałek. Tak dobrze się nam rozmawia - zparoponował.
Szliśmy drogą. Byliśmy sami. Nagle Austin złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zrobiło mi się zimno, a on to wyczuł. Zdjął z siebie bluzę i założył mi ją. Zerkał co jakiś czas na mnie. Cały czas szliśmy w ciszy. Doszliśmy do wielkiego drzewa. Odwróciła się do mnie. Jego twarz była blisko mojej gdy nagle ...
- Wracamy ? - zapytał.
- ehem.
- Odprowadzę cię.
Złapał moją rękę i ruszyliśmy do hotelu gdzie byłam zameldowana. Gdy doszliśmy zatrzymaliśmy się przed nim.
- Dziękuję za miło spędzony dzień – powiedziałam i podałam mu rękę na dowidzenia. Odwróciłam się na jednej pięcie i zaczęłam iść po schodach do wejścia.
- Poczekaj – krzyknął i podbiegł do mnie – nie chce się tak żegnać.
Zbliżył się do mnie lekko musnął moje usta.
- Przepraszam – powiedział speszony. Już chciał schodzić, ale ja mu nie pozwoliłam i przytuliłam się do niego.
- Nic się nie stało – odpowiedziałam – może chcesz wejść na górę ? Nie powinieneś teraz wracać sam. Jest ciemno.
- Zaraz ktoś po mnie przyjedzie. Nie musisz się martwić. - zapewnił mnie.
- No dobra, jak chcesz. To dozobaczenia ? - zapytałam
- Mam nadzieje – powiedział wystawiając język. Pomachałam mu na dobranoc i poszłam do pokoju. Weszłam po cichu, szybko się rozebrałam. Ubrałam piżamkę i wskoczyłam po kołdrę. Dopiero teraz dotarło do mnie co dziś przeżyłam.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rozdział 4


''Hey, I just met you, and this is crazy,
but here's my number, so call me, maybe? '' - robrzmiewało w moim pokoju. Usiadłam na łóżku.
-Co ja chce robić w przyszłości ? - zapytałam się sama siebie. Myślałam tak kilka minut. - Zaraz koniec roku szkolnego, a ja nawet nie wiem gdzie wyjeżdżam – przeleciało mi przez głowę.
Zeszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. W tym samym momencie do pokoju weszła mama i usiadła na fotelu który był na przeciwko.
- Mamo, czy w ogóle gdzieś jedziemy w wakacje ? - zapytałam
- Poczekaj chwilę – powiedziała i wyjęła z torebki kopertę – proszę. Otwórz ją – zrobiłam to o co poprosiła. Były w niej trzy bilety lotnicze.
- Jak to ? Dokąd ?
-Przeczytaj – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Było tam napisane : WARSZAWA – WASZYNGTON 8 Lipca
- CO ?! - wstałam na równe nogi.
- Polecimy do cioci do Waszyngtonu, a później zrobimy sobie wycieczkę po Amerycę. To było twoje marzenie – kiedy to powiedziała rzuciłam się jej na szyję.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję ! - zaczęłam krzyczeć. Pobiegłam ucieszona do pokoju.
- To jest nie możliwe, że polecę do Ameryki
Zaczęłam śpiewać i tańczyć. Cały czas się szczerzyłam i piszczałam jak bym szła na koncert Justina albo Austina. Postanowiłam, że muszę się troche uspokoić więc wyszłam z domu przejść się. Wzięłam psa na smycz i ruszyłam w stronę lasu. Pogoda była piękna.

Minął miesiąc i nadszedł dzień na który czekałam od początku roku – zakończenie roku szkolnego.
- Będę za wami tęsknić – powiedziałam do Iwony przytulając się – Ale i tak będziemy się spotykać ?
- No pewnie – odparła z uśmiechem na twarzy.
- Zapraszam wszystkich do hali ! - krzyknął jakiś głos. Była to jakaś nauczycielka.
Reszta ceremoni minęła mi szybko. Dostałam świadectwo, pożegnąłam się z koleżankami obiecując im, że zrobimy jakąś imprezę w wakacje i wyszłam z szkoły. To był koniec męczącęj nauki w drugiej klasie gimnazjum. Jednak dobrze wiedziałam, że po wakacjach zacznie się kucie i myślenie o dobry liceum.
Podeszłam jeszcze na koniec na chwilę do mojej pani wychowaczyni.
- Życzę miłych i spokojnych wakacji proszę pani – powiedziałam, a ta odwróciła się do mnie.
- Ja również życzę Ci spokojnych wakacji Kasiu. Oczywiście spotkaj wakacyjną miłość – odparła, a ja spojrzałam się na nią dziwnym zwrokiem typu ''O co Ci chodzi kobieto?'' – kto wie, może będzie to miłość na dłużej ? - powiedziała i rzuciła mi miły uśmiech. Odzwajemniłam jej to jak nigdy.
Wróciłam szybkim krokiem do domu słuchając po drodzę muzyki. W progu domu krzyknęłam tylko ''Jestem !'' i pobiegłam na górę. Przebrałam się – bo przecież nie mogę chodzić cały dzień w eleganckim stroju – i rzuciłam się na łóżko.
- Nareszcie są wakacje ! - wykrzyczałam – i niedługo lecę do Ameryki, już nie mogę się doczekwać- i w tym momencie zadzwoniła do mnie Klaudia.
- Hej, siedzisz dziś w domu ? - zapytała
- Chyba tak, nie mam żadnych planów, a co ?
- Robię imprezkę, chcesz przyjśc ?
- No mogę wpaść – odpowiedziałam
- Dobra to przychodź około 17, zaprasiłam Kamila – powiedziała radośnie. Kamil to chłopak który kiedyś bardzo mi się podobał, ale teraz zrobił się dla mnie nie miły. Jak mijam go w szkole zawsze zabiera wzrok żeby na mnie nie spojrzeć – nie dziwie się sama też tak robię. Kiedyś między nami iskrzyło, ale to nie była prawdziwa miłość to było raczej zauroczenie, ponieważ minęło mi to poszybkim czasie.
-Kamila !? Ehm no dobra. To dozobaczenia.
- Dozobaczenia – odparła i rozłączyła się.

Dochodziła godzina 17, a przez to, że do Klaudii idę 5 minut na pewno się nie spóźnię. Ubrałam szybko zwiewną kolorową sukienkę, buty na niedużym obcasie i ładną branzoletkę. Schowałam telefon do małej torebki i klucze od domu. Przejechałam tuszem do rzęs i psiknęłam się szybko perfumami. Wszystko zajęło mi to 7 minut. Gotowa zeszłam na dół.
- Wychodzę ! - krzyknęłam.
- Pani Katarzyno ! Gdzie pani wychodzi i o której chce pani wrócić ? - zapytał tata, który w szybkim tempie do mnie przyszedł.
- wrócę około 21 i wychodzę do Klaudii.
- Dobrze masz czas do 21, a jak przyjdziesz minute później to zobaczysz jakie będziesz miała wakacje – powiedział tata, który się zaśmiał.
- Ha ha bardzo zabawne, idę bo się spóźnię – powiedziałam i wyszłam.
Tak jak mówiłam, byłam u Klaudii 5 minut po tym jak wyszłam. Było już bardzo dużo ludzi. No i oczywiście był on.
- Hej kocie – powiedziała Dominika, która od razu podeszła do mnie. Dominika jest bardzo fajna. Dobrze się zawsze uczy. Ma piękne lekko falowane włosy, duże niebieskie oczy – zawsze je określam, że wyglądaj jak wodospad – i śliszny uśmiech.
- Hej – odpowiedziałam i dałam jej buziaka w policzek. - I jak impreza ?
- Na razie tak jak widzisz, ale wiesz co ? Kamil jest i nawet pytał się o ciebie.
- Boże czy on na prawdę musiał przyj.... zaraz, zaraz .... PYTAŁ SIĘ O MNIE ?! - zapytałam zdziwona
- Csii – uciszyła mnie i pokiwałą głową na tak – dobra, ale mniejsza o to chodź się zabawić w końcy mamy już wakacje – powiedziała i zaciągnęła mnie na parkiet. Bawiłyśmy się tak długo, aż nagle ktoś pchnął mnie na Dominikę.
- Uważaj debilu – krzyknęłam i odwróciłam się. To była Iwona z Klaudią -kurde przestraszyłyście mnie – zaczęłam się smiać, a razem z mną dziewczyny.
- Możemy do was dołączyć ? - zapytała Iwona.
- Pewnie – i już zaczęłyśmy tańczyć wszystkie cztery. Wszystko było fajnie, gdyby nie to, że grupka chłopaków a dokładnie pięciu się upiły i zaczęła wszystko niszczyć. Widocznie mieli z sobą alkohol. Widziałam minę Klaudii. Nie była zadowolona, więc ruszyłam do akcji bo wszyscy odchodzili od nich jak tchórze.
- Ej może tak wyjdziecie i pobawicie się gdzie indziej ? - zapytałam jeszcze spokojna.
- Laska spokojnie, nie denewruj się tak – powiedział nie wysoki blondyn. Nienawidze jak ktoś mnie wkurza, więc bez zastanowienia walnęłam go pięścią w nos. Krew zaczęła mu tryskać. Dziewczyny otworzyły oczy.
- No co ? - zapytałam się pół uśmiechem i odwórciłam się w stronę dziewczyn.
- Uważaj ! - usłyszałam, ale było za późno bo dostałam od tyłu. Upadłam na ziemię. Zaczęło mi się kręcić w głowię. Nic nie widziałam. Wiedziałam tylko, że ktoś podbiegł do nich, a tam Ci uciekli. Obudziłam się na łóżku. Pokój był bardzo podobny do pokoju Klaudii.
- Gdzie ja jestem – zapytałam, łapiąc sięza głowę.
- Dzień dobry – powiedziała Klaudia – spałaś dziś u mnie.
Spjrzałam na zegarek dochodziła 10:04.
- O boże mój ! Tata mnie chyba z domu wyrzuci, za to że nie wróciłam do domu na noc ! – powiedziałam zdenerwowana i zaczęła wstawać.
- Nie martw się. Dzwoniłam wczoraj do niego i powiedziała, że zostaniesz u mnie. W końu nie chce żeby się dowiedzieli, że dostałaś – powiedziała – ogólnie to fajnie, że Kamil staną w twojej orbronie.
- Ten Kamil ? - zapytałam zdziwiona.
- Tak – odpowiedziała z uśmiechem – dobra zbieraj się. Idziemy do ciebie. Przebierzesz się i idzmy później na zakupy – powiedziała i pomogła mi wstać.