sobota, 15 września 2012

Rozdział 7

Podeszłam do drzwi, żeby zobaczyć kto się dobija o tej godzinie. Otworzyłam je, a przed nimi stał Austin.
- Witam – powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
- Zwariowałeś ? Wiesz która jest godzina ? - zapytałam wpychając go do środka, żeby nikt go nie usłyszał – W ogóle jak znalazłeś mój pokój?
- Nie tyle pytań na raz – powiedział przez lekki śmiech – Przepraszam, że tak późno, ale mieliśmy się spotkać, a cały dzień Cię nie było. A poza tym nie jestem sam – powiedział po czym weszło trzech chłopaków – Alex, Peyton i Robert. Pierwszy raz w życiu stało przede mną 4 przystojnych i znanych kolesi. Zaczęli się przedstawiać, chociaż ja znałam ich imiona. Po wydukaniu '' A ja jestem Kasia'' nastała cisza którą przerwał Austin.
- Chodź z nami na impreze – zaproponował.
- Może i bym poszła, ale jutro z rodzicami jade dalej i muszę być przygotowana. A poza tym nie lubię alkoholu i papierosów.
- Nie martw się my też nie pijemy i nie palimy – powiedział Peyton. Ucieszyło mnie to – to co idziesz ?
-No nie wiem.
-Oj chodź, zabawimy się – puszczając oczko zaśmiał się Robert.
- A gdzie jedziesz ? - wtrącił Austin.
- Powiem Ci jak będziemy na imprezie – wiem nie powinnam, ale chciałam porozmawiać z Austinem i może dyskoteka nie była odpowiednim miesjce to czego się nie robi jak człowiek jest zakochany. Śmiesznie to brzmi. Znam go dwa dni, a już się zakocham. Jestem dziwna – dajcie mi tylko 5 minut. Przebiore i odświeżę się, a później możemy iść – dodałam po czym wyjęłam z walizki sukienkę, buty na koturnie, czystą bieliznę i skierowałam się do łazienki. Zdjęłam z siebie wszystko i zaczęłam ubierać się w czysty strój. Umyłam zęby, popsikałam się perfumami, pomalowałam na nowo rzęsy i wyszłam z łazienki. Chłopaki szybko odwrócili się w moją stronę. Widziałam jak każdy z nich zmierzył mnie z dołu do góry wzrokiem. Chwyciłam do ręki telefon i włorzyłam go to małej torebki. Na zegarku wybiła 22:20.
-Późno – pomyślałam – idziemy ? - zaproponowałam.
- Tak – powiedzieli chórem. Wyszliśmy po cichu z pokoju, ja zamknęłam go po czym wrzuciłam klucz do torebki – żeby tylko rodzice się nie skapneli – pomyślałam przerażona. Podszedł do mnie Robert i wystawił mi łokieć co oznaczało żebym go złapała.
- Madam ? - powiedział. Ja się tylko uśmiechnęłam i przełożyłam rękę za jego łokieć. Całą 5 ruszyliśmy się zabawić. Gdy wyszliśmy przed hotel chłopaki zatrzymali się przed dużym, czarnym samochodem. Był to Range Rover.
- No to wsiadamy – powiedział Alex. Trochę mnie to zdziwiło.
- Czyj to samochód ? - zapytałam.
- Mój – odpowiedział dumnie Alex wypinając klate do przodu – proszę – otwierając drzwi skierował się do mnie pokazując gestem żebym weszła do środka. Uśmiechnęłam się i usiadłam na miejsce koło kierowcy. Po chwili reszta ekipy również wsiadła. Po 10 minutach podjechaliśmy pod wielki dom z którego dochodziła muzyka. Mogłam się domyślić, że tu zostajemy. Wszyscy wyszliśmy z samochodu. Podeszłam do Austina i zapytałam się go :
- Czyj to dom ?
- Jakiegoś kolegi Peytona. Ma urodziny – odpowiedział. Ja zagryzłam tylko dolną wargę i ruszyłam za chłopakami. Weszliśmy do środka. Dom był nieziemski. Było w nim dużo osób, które się dobrze bawiły. Nagle podszedł do nas chłopak i przywitał się z Peytonem po ''swojemu''. Każdy się z nim przedstawił, gdy nadszedł czas na mnie.
- Kasia jestem- powiedziałam do przystojnego chłopaka, który był już lekko wstawiony.
- Max – odpowiedział pokazując równo ułorzone zęby – czujcie się jak u siebie – dodał patrząc na mnie i poruszając śmiesznie brwiami. Ja odparłam tylko uśmiechem, ale widziałam pół okiem, że chłopaki byli zdziwieni. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i powiedział szeptem do ucha:
-Mieliśmy pogadać – już wiedziałam, że to Austin dlatego się odwróciłam i odpowiedziałam mu
-Znajdź ciche miejsce to pogadamy.
Złapał mnie za rękę i zparowadził na górę. Czułam jak przez całe ciało przeszły mnie dreszcze przez jego dotyk. Weszliśmy do pierwszego lepszego pokoju, zamknęliśmy drzwi i rozgościliśmy się- Austin usiadł na łóżku, a ja rozglądałam się po całej sypialni. Po chwili ciszy, chłopak zaczął rozmowe.
- To gdzie jutro jedziesz ?
- Jutro do Kaliforni też na 3 dni. Później dalej i dalej a na końcu do Nowego Jorku – odpowiedziałam oglądając zdjęcia, które stały na komodzie. Usiadłam na krzesło i zapatrzyłam się w podłogę – to moje marzenie zwiedzić przynajmniej część Stanów, ale ...
- Ale co ? - zapytał Austin, który po chwili był już koło mnie. Uklęknął i spojrzał mi w oczy.
-Może to głupie, ale chciałabym spędzić z tobą więcej czasu – odpowiedziałam po czym zabrałam wzrok i spojrzałam się w drzwi w których stał właśnie Max.
- O tu was mam - powiedział uśmiechając się – Austin tak ?
- Tak jestem Austin – odpowiedział wstając.
- Peyton Cię szukał.
- Dobra pójdę do niego, a później dokończymy rozmowe – zwrócił się do mnie. Chłopak wyszedł i zostałam sama w pokoju z Max'em. Nastała cisza.
- Ja już pójdę poszukać chłopaków. Robi się późno.
- Poczekaj. Może chcesz, żebym Cię odwiózł ?
- Nie trzeba – odpowiedziałam i lekko uśmiechnęłam się. Wyszłam z pokoju i skierowałam się schodami na dół. Wzorkiem wsród tłumu próbowałam znaleźć którąś znaną mi twarz, ale na marne. Wyszłam na zewnątrz. Przynajmniej tam nie było tylu ludzi ile w środku. Usiadłam na ławce i wpuściłam świeże powietrze do płuc. Uwielbiam takie nocne, szkoda tylko że nie mogłam się nim długo nacieszyć. Usłyszałam głośne krzyki. Odwróciłam się i zobaczyłam jak ktoś w oddali się bije. Podeszłam bliżej tak, że widziałam twarz tych osób. Nie uwierzyłam to co zobaczyłam – Austina trzymającego przez chłopaków i jakiegoś kolesia, który chciał się do niego dobrać. Podbiegłam tak blisko żebyłam między nimi.
- Ej spokój – krzyknęłam.
- O przyszła twoja laska – drwiącym głosem powiedział mężczyzna już bardzo pijany.
- Jeszcze raz coś powiesz, a nie ręcze za siebie ! - wykrzyczał Austin.
- Wasza d z i w k a – śmiejąc się głośno dokończył. W tym momencie zobaczyłam jak Robert z wściekłością popycha chłopaka, kuca przy nim i zaczyna okładać go pięściami. Nie wiedziałam co mam robić. Alex z Peytonem podbiegli do nich, odciągnęli go od chłopaka podeszli do mnie i powiedzieli 'chodź'. Posłusznie powędrowałam za nimi. Byliśmy poza granicami parceli kiedy zaczęłam.
- Moge wiedzieć o co tu się stało ? - zapytałam prawie krzycząc. Ale nikt nie odpowiedział.
- A co miałoby się stać ? - powiedział Austin siadając na krawężniku.
- Biliście się to chyba nie jest normalne ! - powiedziałam lekko zdenerowana – może mi ktoś wijaśnić o co chodzi ? - spytałam ponownie. Podszedł do mnie Alex.
- Jest to nasz tak jakby stary ''znajomy''. -zaczął - Znamy się z szkoły. Zawsze uważał się za lepszego fajniejszego. Czyli wiesz taki zbir jak w każdej szkole. Kiedyś zaczął nabijać się z tego, że tata Austina nie żyje. On nie wytrzymał i rzucił się na niego przy całej szkole. Powiedział, że jeżeli jeszcze raz obrazi kogoś kogo kocha zrobi mu coś. Bil – bo tak ma na imię ten chłopak – zaczął Cię wyzywać, że tak można powiedzieć. Więc dalej możesz się domyśleć co się stało.
Stałam z szerokimi oczamia i lekko otwartymi ustami. Nie uwierzyłam to co właśnie powiedział Alex. Podeszłam do Austina usiadłam koło niego i spojrzałam w jego oczy. Miał łzy które chwile potem przetarł. Mocno się wtuliłam.
- Przepraszam – wyszeptałam ledwo słysząc.
- Za co ? - zdziwił się chłopak.
- Nie powinnam tu przychodzić. Gdyby nie ja nie było by tu tej całej sytuacji.
Wstałam, poprawiłam sukienkę i zaczęłam iść przed siebie, ale poczułam rękę na swoim ramieniu.
- Nie wygłupiaj się. To nie twoja wina – zapewnił mnie uśmiechając się.
Nagle wypadł z domu zdysznay Max.
- Nic wam nie jest ? - zapytał ledwie mówiąc – nie wiem skąd on się tu znalazł, przepraszam was.
- Nie nic się nie stało, to my Ci popsuliśmy imprezę.
- Co tam impreza ! Ważniejsze czy nic wam nie jest? - spytał ponownie.
- Nam nie, ale Robert ma chyba rozcięty łuk brwiowy – odpowiedziałam. Podeszłam do Roba bliżej - chodź powinno Ci się to opatrzeć. Masz może Max jakąś apteczkę ?
- Tak chodźcie za mną – odparł i pokazał zamachną ręką informując żebyśmy szli za nim. Weszliśmy do dużej kremowej łazienki. Kazałam Robertowi usiąść na brzegu wanny. Wyciągnęłam wodę utlenioną, waciki i plaster. Nalałam mu kilka kropel wody. Syknął. Podmuchałam lekko w ranę, przetarłam watką i nakleiłam plaster.
- Dzielny pacjent – uśmiechnęłam się do niego. On złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i powiedział : Dziękuję.
Wróciliśmy do chłopaków którzy czekali pod domem. Byłam już zmęczona. Oczy same mi się kleiły.
- Przepraszam was na chwilę, muszę zamówić taksówkę.
- Nie wugłupiaj się, podwieziemy Cię – wtrącił Alex.
- Nie będę sprawiała kłopotu ? - wolałam się upewnić.
- Przywieźliśmy to i odwieziemy – odpowiedział.
Dla ludzi w środku impreza się dopiero rozkręcała, ale dla mnie była to pora spania. Oparłam się o mur i przymknęłam na chwilę oczy.
- Oho, widzę, że już przysypiasz. Wracamy ? - powiedział nagle Alexander.
- Jestem za – przebudzając się nagle podniosłam dwa palce do góry. Wgramoliłam się do samochodu na tylnie siedze koło drzwi. Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Ledwie minęła sekunda, a już staliśmy pod hotelem gdzie zostałam zameldowana.
- Jesteśmy śpiąca królewo – zaśmiał się Peyton. Przetarłam oczy żebym lepiej widziała. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Chłopcy zrobili to samo.
- Dziękuję wam i również przepraszam – zaczęłam.
- Nie masz za co przepraszać – powiedział Austin. Podeszłam do każdego przytulając się na pożegnanie. Najpierw do Peytona – najstarszego, później do Roberta – bohater, następnie do Alex'a- kierowcy i na końcu do Austina – chłopaka do którego coś najwyraźniej czułam.
- Mam nadzieje, że do zobaczenia - rzuciłam powoli idąc do środka budynku.
- Do zobaczenia – usłyszałam już w oddali. Weszłam do środka. Zdjęłam buty by nie uderzać nimi o podłogę i wzięłam je w rękę. Doszłam do mojego pokoju. Wyciągnęłąm kluczę i po cichu otworzyłam drzwi. Zamknęłam je za sobą po woli, żeby nikt nie usłyszał, rzuciłam starannie gdzieś buty, zdjęłam sukienkę, założyłam luźną koszulkę i wskoczyłam pod kołdrę. Od razu zasnęłam.

środa, 11 lipca 2012

Rozdział 6

Obudziłam się rano z bardzo dobrym humorem. W końcu wczoraj był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam telefon. Miałam jedno nieodebrane połączenie i jedną wiadomość. Wszystko od Kamila. Przeczytałam sms'a : '' Wiem, że dawno się nie odzywałem, ale chciałem się zapytać jak się czujesz po ostaniej imprezie''. Po krótkim czasie odpisałam : ''Dziękuję, lepiej''. Nie będę się rozpisywała, bo po co ? Na razie w głowie miałam jedno : Czy spotkam jeszcze kiedyś Austina ? Co powiedzą fanki na to co wczoraj się stało ? A może nikt nic nie wie co się wydarzyło? - w tym momencie mój dobry humor już nie był taki dobry.
- Trudno – pomyślałam i wyjęłam z walizki czyste ubranie. Postanowiłam wziąć kompiel. Szybko zdjęłam piżame i wskoczyłam pod prysznic. Zaczęłam śpiewać sobię piosenkę gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Chwilę – krzyknęłam i wyszłam. Szybko przetarłam się ręcznikiem i włożyłam szlafrok. Założyłam na nogi japonki i otworzyłam drzwi przed którymi stała moja mama.
- Myślałam, że jeszcze śpisz – powiedziała wchodząc do mojego pokoju – o której wczoraj wróciłaś ? - zapytała
- Nie późno – odpowiedziałam zamykając za nią drzwi – jakieś plany na dziś ?
-No pójdziemy zwiedzić to i owo. A jutro pod wieczór pojedziemy dalej. Dobra ja idę. Chciałam tylko sprawdzić czy śpisz. Zejdź na śniadanie za godzinę – powiedziała wychodząc. Poszłam do łazienki dalej kontynuować czynność którą przerwała mi mama. Po 10 minutach wyszłam i ubrałam którkie spodenki i koszulkę na ramiączkach. Dokładnie uczesałam włosy które zostawiłam rozpuszczone. Umyłam zęby po czym wypłukałam je miętowym płynem. Pomalowałam rzęsy tuszem i wróciłam do pokoju. Miałam jeszcze 45 minut więc postanowiłam sprawdzić co się dzieje w internecie. Włączyłam pierwszy lepszy portal plotkarski. ''Wiedziałam" – pomyślam klikając na link. Przeczytałam nagłówek i przewróciłam oczami.
''Tajemnicza nowa dziewczyna Austina ?''
-Nie będę czytać. Przynajmniej nie będę się dnerwować z tego co wymyślili – szepnęłam do siebie. Napisałam kilka tweetów na (twiterze), kilka postów na facebook'u i wyłączyłam laptopa. Na miętowym zegarku który był na moim nadgarstku pokazała się 9:30 więc zeszłam na dół na śniadanie. Wzięłam naleśniki z syropem klonowym, sok pomarańczowy i usiadłam z rodzicami do stolika. Rozmyślałam co dalej. Rodzice mieli własy temat – nawet ich nie słuchałam.
- Nic Ci nie jest Kasiu? – zapytała mama po 15 minutach mojego zamyślenia – nic nie zjadłaś.
-Przepraszam, już jem – powiedziałam z sztucznym, lekkim uśmiechem na twarzy. W szybkim tępie zjadłam, wypiłam i wróciłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam rozmyślać.
- Po co ja się tak tym przejmuję ? Przecież ten jeden, delikatny pocałunek nic nie znaczył. Pewnie zapomniał już o całym wydarzeniu – i w tym momencie popłynęła mi pojedyncza, słona łza którą w krótkim czasie wytarłam – muszę żyć dalej- powiedziałam sobie w myśli.
Reszta dnia minęła spokojnie. Pod wieczór wróciliśmy do hotelu. Byłam padnięta. Cały dzień chodznia. Przynajmniej dowiedziałam się dużo rzeczy i mamy mnóstwo zdjęć. Nagle dostałam sms'a od Kamila : ''może się spotkamy ?'' Czy ten chłopak nic nie rozumie ? Nie jestem nim zainteresowana. Odpisałam krótko : ''Nie, nie ma mnie w Polsce'' i zablokowałam telefon.
Dochodziła 22:05 a ja cały czas pisałam z ludźmi na twitterze. Gdy w pewnym momencie moją ciekawość przykół jeden – Austina : ''Miłość od pierwszego wejrzenia ?"
- AHA ? - zdziwiałam się. Miałam nadzieje, że to nie jest nic związane z mną.
Ziewnęłam raz, drugi co oznaczało, że idę spać. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do moich drzwi.

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 5


- Tak to dziś ! - krzyknęłam bo to dziś jest 8 lipca i to dziś wylatuję do cioci do Stanów. Cieszyłam się jak dziecko. Szybko wzięłam walizkę z pokoju i zniosłam ją na dół do jadalni.
- Jedziemy już ? Bo taksówka przyjechała ! - krzyknęłam
- Tak, tak już idziemy – odpowiedziała mi mama. Wiedziałam, że i tak szybko to nie nastąpi więc sama wzięłam walizkę i wyszłam z domu. Słyszałam tylko jak mama tłumaczy mojemu bratu ile i kiedy ma dawać jedzenie psom, o jakiej porze ma podlewać kwiatki te w domu jak i również na dworzu. Otworzyłam furtkę i wyszłam razem z walizką poza teren mojego ogrodu. Przemiły starszy pan wyszedł z samochodu, uśmiechnął się do mnie i otworzył mi bagażnik. Ja jednak nie mogłam sobię z nią poradzić z walizką więc poprosiłam pana, a on od razu ją włożył. Wróciłam się jeszcze na chwilę do domu po moją torbę, a przy okazji po to by popędzić rodziców. Gdy byłam w progu ujrzałam mamę która przytula Łukasza.
- Aww.. jak słodko, a teraz jedźmy – powiedziałam po czym sama się do niego przytuliłam. Wzięłam torbę i podeszłam jeszcze na chwilę do mojego pieska. Było widać po nim to, że wie, że wyjeżdżamy. Zawsze jest szalony, a teraz był smutny. Nie chciał żebym go wzięła na ręce tylko uciekł na posłanie. Szkoda mi go było. Tata wziął drugą walizkę i wyszedł, a ja za nim. Wsiedliśmy do taksówki. Chwilę jeszcze czekaliśmy na mamę która, żegnała się z psami. Weszła i ruczyliśmy. Podróż na Okęcie taksówką trwała 45 minut. Gdy dojechaliśmy weszliśmy do środka i poszliśmy w stronę odprawy. Ja zdążyłam jeszcze napisać na twitter'ze '' Czekałam na ten dzień długo ! Fly to America''.
Czas poleciał mi strasznie szybko. Jeszcze przed chwilą byłam na lotnisku w Warszawie, a teraz byłam na lotnisku w Waszyngtonie. Wyszliśmy z budynku i poczułam zupełnie inne powietrze niż Polsce. Wszędzie wisiały Amerykańskie flagi, które powiewały na wietrze. Pogoda była idealna – ani za cieło, ani za zimno. Zamówiliśmy taksówkę, która zawiozła nas do naszego hotelu. Na wszytko patrzyłam z wielkimi oczami. Wiedziałam, że te wakacje zapamiętam do końca życia.
Dojechaliśmy na miejsce. Pani recepcjonistka dała nam dwa klucze. Na każdym był inny numer. Złapałam za swój klucz i poszłam w stronę drzwi które prowadzą do mojego pokoju. Był ogromny z śnieżnymi ścianami. Przy jednej z nich stąło wielkie łóżko. Obok niego szafka nocna z lampką. Na przeciwko w jednej z ścian była szafa z lustrem. Niedaleko stała toaletka, a obok było wyjście na balkon. Pod jednym z okien stał niewielki stół i dwa krzesła.
- Tu jest prześlicznie – pomyślałam patrząc przez okno.
Rozpakowałam walizkę i przebrałam się w czystę ubrania, ponieważ podróż trawała kilka godzin. Po przebraniu się poszłam zobaczyć pokój rodziców. Był dosłownie taki sam.
- Wychodzimy gdzieś dziś ? - zapytałam siadając na krześle i wpatrując się w ładny widok przez okno.
- Pojedziemy do cioci Jenny , a później pójdziemy na spacer – powiedział tata.
Spojrzałam na zegarek dochodziła godzina 11:03. Poszłam do swojego pokoju schować potrzebne rzeczy do torebki.
- Chyba wszystko – pomyślałam, ale jednak zapomniałam o jednej rzeczy dokładniej o zeszycie i długopisie – ha ! Może spotakam jakąś gwiazdę.
Zamknęłam pokój na klucz i schowałam go do torby po czym ruszyłam w stronę wyjścia z hotelu. Tam czekali już na mnie rodzice. W szybkim tempie dojechaliśmy taksówką do mieszkania cioci. Byliśmy u niej około 2 godziny. Gdy wyszliśmy, postanowiliśmy przejść się pieszo.
Dochodziliśmy do hotelu gdy nagle zobaczyłam grupkę nastolatek stojących wokół pewnej osoby. Wszystkie krzyczały 'OMG ! I love you so much !'. Podeszłam bliżej i ujrzałam jego. Serce zaczęło mi szybciej bić. Stanęłam jak wryta. Miałam pustkę w głowie. Nagle chłopak spojrzał na mnie uśmiechnął się, a mi przed oczami zrobiło się czarno. Upadłam.
Po pewnym czasie otworzyłam oczy i ujrzałam tego samego chłopaka. Tylko teraz leżałam na łóżku w moim pokoju. Wstałam jak poparzona.
- Ty jesteś Austin ? - zapytałam.
- Tak – odpowiedział chłopak z uśmiechem na twarzy. Serce znowu mi zaczęło szybciej bić. Usiadłam na chwilę na łóżko, ponieważ znowu mi się zarkęciło w głowię.
-Nic Ci nie jest? - zapytał.
- Nie, ale trochę się słabo czuję – powiedziałam, a on położył rękę na moim ramieniu – z tego całego zdarzenia zpomniałam się przedstawić. Jestem Kasia.
- Miło mi. - odpowiedział.
- Mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcię i dostać od ciebie autograf ? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście – odpowiedział pokazując swoje pięknie wyprostowane zęby. Zrobiliśmy sobię razem zdjęcie. Od razu wstawiłam je na twitter'a. Wyjęłam zeszyt gdzie mam autografy, a on bez problemu podpisał się.
- Dziękuję – powiedziałam i zawinęłam kawałek kosmyku włosów za ucho.
- Mam propozycję – rzucił – pójdziemy na spacer. Powinnaś zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Od razu się zgodziłam. Poszłam jeszcze na chwilę do pokoju rodziców powiedzieć że wychodzę. Gdy szliśmy korytarzem zkręciło mi się głowie i obsunęłam się lekko na ścianę. Austin szybko mnie złapał żebym nie upadła.
- Może lepiej wezmę cię za rękę bo widzę, że średnio się czujesz – zaproponował, a ja nie protestowałam. Wyszliśmy z hotelu. Przed nim czekało dużo nastolatek, które patarzyły się na mnie jakbym im coś zrobiła. Widać było, że to jego fanki.
Poszliśmy w stronę fontanny. Były tam ławki, więc usiadłam na jednej z nich. Austin zrobił to samo. Zaczęliśmy rozmawiać. Co jakiś czas chłopak powiedział coś śmiesznego, a ja się śmiałam. Dochodziła 17.
- Dobra ja się chyba już zbieram.
- Przejdźmy się jeszcze kawałek. Tak dobrze się nam rozmawia - zparoponował.
Szliśmy drogą. Byliśmy sami. Nagle Austin złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zrobiło mi się zimno, a on to wyczuł. Zdjął z siebie bluzę i założył mi ją. Zerkał co jakiś czas na mnie. Cały czas szliśmy w ciszy. Doszliśmy do wielkiego drzewa. Odwróciła się do mnie. Jego twarz była blisko mojej gdy nagle ...
- Wracamy ? - zapytał.
- ehem.
- Odprowadzę cię.
Złapał moją rękę i ruszyliśmy do hotelu gdzie byłam zameldowana. Gdy doszliśmy zatrzymaliśmy się przed nim.
- Dziękuję za miło spędzony dzień – powiedziałam i podałam mu rękę na dowidzenia. Odwróciłam się na jednej pięcie i zaczęłam iść po schodach do wejścia.
- Poczekaj – krzyknął i podbiegł do mnie – nie chce się tak żegnać.
Zbliżył się do mnie lekko musnął moje usta.
- Przepraszam – powiedział speszony. Już chciał schodzić, ale ja mu nie pozwoliłam i przytuliłam się do niego.
- Nic się nie stało – odpowiedziałam – może chcesz wejść na górę ? Nie powinieneś teraz wracać sam. Jest ciemno.
- Zaraz ktoś po mnie przyjedzie. Nie musisz się martwić. - zapewnił mnie.
- No dobra, jak chcesz. To dozobaczenia ? - zapytałam
- Mam nadzieje – powiedział wystawiając język. Pomachałam mu na dobranoc i poszłam do pokoju. Weszłam po cichu, szybko się rozebrałam. Ubrałam piżamkę i wskoczyłam po kołdrę. Dopiero teraz dotarło do mnie co dziś przeżyłam.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rozdział 4


''Hey, I just met you, and this is crazy,
but here's my number, so call me, maybe? '' - robrzmiewało w moim pokoju. Usiadłam na łóżku.
-Co ja chce robić w przyszłości ? - zapytałam się sama siebie. Myślałam tak kilka minut. - Zaraz koniec roku szkolnego, a ja nawet nie wiem gdzie wyjeżdżam – przeleciało mi przez głowę.
Zeszłam na dół. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. W tym samym momencie do pokoju weszła mama i usiadła na fotelu który był na przeciwko.
- Mamo, czy w ogóle gdzieś jedziemy w wakacje ? - zapytałam
- Poczekaj chwilę – powiedziała i wyjęła z torebki kopertę – proszę. Otwórz ją – zrobiłam to o co poprosiła. Były w niej trzy bilety lotnicze.
- Jak to ? Dokąd ?
-Przeczytaj – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Było tam napisane : WARSZAWA – WASZYNGTON 8 Lipca
- CO ?! - wstałam na równe nogi.
- Polecimy do cioci do Waszyngtonu, a później zrobimy sobie wycieczkę po Amerycę. To było twoje marzenie – kiedy to powiedziała rzuciłam się jej na szyję.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję ! - zaczęłam krzyczeć. Pobiegłam ucieszona do pokoju.
- To jest nie możliwe, że polecę do Ameryki
Zaczęłam śpiewać i tańczyć. Cały czas się szczerzyłam i piszczałam jak bym szła na koncert Justina albo Austina. Postanowiłam, że muszę się troche uspokoić więc wyszłam z domu przejść się. Wzięłam psa na smycz i ruszyłam w stronę lasu. Pogoda była piękna.

Minął miesiąc i nadszedł dzień na który czekałam od początku roku – zakończenie roku szkolnego.
- Będę za wami tęsknić – powiedziałam do Iwony przytulając się – Ale i tak będziemy się spotykać ?
- No pewnie – odparła z uśmiechem na twarzy.
- Zapraszam wszystkich do hali ! - krzyknął jakiś głos. Była to jakaś nauczycielka.
Reszta ceremoni minęła mi szybko. Dostałam świadectwo, pożegnąłam się z koleżankami obiecując im, że zrobimy jakąś imprezę w wakacje i wyszłam z szkoły. To był koniec męczącęj nauki w drugiej klasie gimnazjum. Jednak dobrze wiedziałam, że po wakacjach zacznie się kucie i myślenie o dobry liceum.
Podeszłam jeszcze na koniec na chwilę do mojej pani wychowaczyni.
- Życzę miłych i spokojnych wakacji proszę pani – powiedziałam, a ta odwróciła się do mnie.
- Ja również życzę Ci spokojnych wakacji Kasiu. Oczywiście spotkaj wakacyjną miłość – odparła, a ja spojrzałam się na nią dziwnym zwrokiem typu ''O co Ci chodzi kobieto?'' – kto wie, może będzie to miłość na dłużej ? - powiedziała i rzuciła mi miły uśmiech. Odzwajemniłam jej to jak nigdy.
Wróciłam szybkim krokiem do domu słuchając po drodzę muzyki. W progu domu krzyknęłam tylko ''Jestem !'' i pobiegłam na górę. Przebrałam się – bo przecież nie mogę chodzić cały dzień w eleganckim stroju – i rzuciłam się na łóżko.
- Nareszcie są wakacje ! - wykrzyczałam – i niedługo lecę do Ameryki, już nie mogę się doczekwać- i w tym momencie zadzwoniła do mnie Klaudia.
- Hej, siedzisz dziś w domu ? - zapytała
- Chyba tak, nie mam żadnych planów, a co ?
- Robię imprezkę, chcesz przyjśc ?
- No mogę wpaść – odpowiedziałam
- Dobra to przychodź około 17, zaprasiłam Kamila – powiedziała radośnie. Kamil to chłopak który kiedyś bardzo mi się podobał, ale teraz zrobił się dla mnie nie miły. Jak mijam go w szkole zawsze zabiera wzrok żeby na mnie nie spojrzeć – nie dziwie się sama też tak robię. Kiedyś między nami iskrzyło, ale to nie była prawdziwa miłość to było raczej zauroczenie, ponieważ minęło mi to poszybkim czasie.
-Kamila !? Ehm no dobra. To dozobaczenia.
- Dozobaczenia – odparła i rozłączyła się.

Dochodziła godzina 17, a przez to, że do Klaudii idę 5 minut na pewno się nie spóźnię. Ubrałam szybko zwiewną kolorową sukienkę, buty na niedużym obcasie i ładną branzoletkę. Schowałam telefon do małej torebki i klucze od domu. Przejechałam tuszem do rzęs i psiknęłam się szybko perfumami. Wszystko zajęło mi to 7 minut. Gotowa zeszłam na dół.
- Wychodzę ! - krzyknęłam.
- Pani Katarzyno ! Gdzie pani wychodzi i o której chce pani wrócić ? - zapytał tata, który w szybkim tempie do mnie przyszedł.
- wrócę około 21 i wychodzę do Klaudii.
- Dobrze masz czas do 21, a jak przyjdziesz minute później to zobaczysz jakie będziesz miała wakacje – powiedział tata, który się zaśmiał.
- Ha ha bardzo zabawne, idę bo się spóźnię – powiedziałam i wyszłam.
Tak jak mówiłam, byłam u Klaudii 5 minut po tym jak wyszłam. Było już bardzo dużo ludzi. No i oczywiście był on.
- Hej kocie – powiedziała Dominika, która od razu podeszła do mnie. Dominika jest bardzo fajna. Dobrze się zawsze uczy. Ma piękne lekko falowane włosy, duże niebieskie oczy – zawsze je określam, że wyglądaj jak wodospad – i śliszny uśmiech.
- Hej – odpowiedziałam i dałam jej buziaka w policzek. - I jak impreza ?
- Na razie tak jak widzisz, ale wiesz co ? Kamil jest i nawet pytał się o ciebie.
- Boże czy on na prawdę musiał przyj.... zaraz, zaraz .... PYTAŁ SIĘ O MNIE ?! - zapytałam zdziwona
- Csii – uciszyła mnie i pokiwałą głową na tak – dobra, ale mniejsza o to chodź się zabawić w końcy mamy już wakacje – powiedziała i zaciągnęła mnie na parkiet. Bawiłyśmy się tak długo, aż nagle ktoś pchnął mnie na Dominikę.
- Uważaj debilu – krzyknęłam i odwróciłam się. To była Iwona z Klaudią -kurde przestraszyłyście mnie – zaczęłam się smiać, a razem z mną dziewczyny.
- Możemy do was dołączyć ? - zapytała Iwona.
- Pewnie – i już zaczęłyśmy tańczyć wszystkie cztery. Wszystko było fajnie, gdyby nie to, że grupka chłopaków a dokładnie pięciu się upiły i zaczęła wszystko niszczyć. Widocznie mieli z sobą alkohol. Widziałam minę Klaudii. Nie była zadowolona, więc ruszyłam do akcji bo wszyscy odchodzili od nich jak tchórze.
- Ej może tak wyjdziecie i pobawicie się gdzie indziej ? - zapytałam jeszcze spokojna.
- Laska spokojnie, nie denewruj się tak – powiedział nie wysoki blondyn. Nienawidze jak ktoś mnie wkurza, więc bez zastanowienia walnęłam go pięścią w nos. Krew zaczęła mu tryskać. Dziewczyny otworzyły oczy.
- No co ? - zapytałam się pół uśmiechem i odwórciłam się w stronę dziewczyn.
- Uważaj ! - usłyszałam, ale było za późno bo dostałam od tyłu. Upadłam na ziemię. Zaczęło mi się kręcić w głowię. Nic nie widziałam. Wiedziałam tylko, że ktoś podbiegł do nich, a tam Ci uciekli. Obudziłam się na łóżku. Pokój był bardzo podobny do pokoju Klaudii.
- Gdzie ja jestem – zapytałam, łapiąc sięza głowę.
- Dzień dobry – powiedziała Klaudia – spałaś dziś u mnie.
Spjrzałam na zegarek dochodziła 10:04.
- O boże mój ! Tata mnie chyba z domu wyrzuci, za to że nie wróciłam do domu na noc ! – powiedziałam zdenerwowana i zaczęła wstawać.
- Nie martw się. Dzwoniłam wczoraj do niego i powiedziała, że zostaniesz u mnie. W końu nie chce żeby się dowiedzieli, że dostałaś – powiedziała – ogólnie to fajnie, że Kamil staną w twojej orbronie.
- Ten Kamil ? - zapytałam zdziwiona.
- Tak – odpowiedziała z uśmiechem – dobra zbieraj się. Idziemy do ciebie. Przebierzesz się i idzmy później na zakupy – powiedziała i pomogła mi wstać.

czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 3

Leżąc rano na łóżku rozmyślałam nad życiem. Minęły już dwa miesiące od kiedy znalazłam Ausitna na youtube. Z każdym dniem dowiaduje się tyle rzeczy o nim. Była już prawie godzina 7 więc postanowiłam wstać i przyszykować się do szkoły.
- Jeszcze 5 minut - ale budzik nie pozwalał mi na to - no dobra wstaje - wstałam wkurzona i poszłam do łazienki umyć zęby i uczesać włosy. Gdy wyszłam, kierowałam się w stronę pokoju.  Przeszukałam całą szafę. Zajęło mi to z 15 minut. Gotowa zeszłam na dół. Od razu przywitał mnie mój pies którego wzięłam na ręcę. Przytuliłam go do siebie, a on zamerdał ogonkiem. Odłożyłam go na podłogę i weszłam do jadalni. Czekało tam na mnie śniadanie które zaczęłam jeść. Zjadałam, wzięłam plecak i wyszłam z domu. W drodzędo skzoły słuchałam coverów Austina.  Dzięki temu szybko znalazłam się w drzwiach szkoły. Wyłączyłam muzykę, wyciszyłam telefon i schowałam go do kieszeni. Ruszyłam do sali matematycznej. Zadzwonił dzwonek na przerwę. Załapałam Klaudię pod salą.
- Chce z tobą pogadać - powiedziałam jej i pociągnęłam ją za rękę w stronę wyjścia.
Poszłyśmy na ławkę przy bieżni na której często spędzamy przerwy.
- No o czym chciałaś pogadać ?
- O życiu - zdziwiła się jak powiedziałam to - kim byś chciała być w przyszłości - zapytałam.
Przez chwilę się zastanowiła.
- Nie wiem. Może gitarzystą - zaśmiała się, ale ja jednak miałam poważną minę.
- To jest realne - odpowiedziałam
- No nie wiem. Dużo rzeczy mi nie wychodzi.
- Słuchaj trzeba wierzyć. Będziesz ćwiczyć grać, a ja śpiewać. Uda się ! Może nawet kiedyś w
 uda się coś razem zrobić - uśmiechnęłam się. Zadzwonił dzwonek.
- Angielski ! - powiedziałyśmy w jednym momencie. Reszta lekcji minęła mi wyjątkowo
szybko. Wyszłam z szkoły, włorzyłam słuchawki do uszu i od razu przeniosłam się w inny świat, lepszy świat gdzie jest wszystko niesamowite. Wiedziałam że muzyka to coś co jest najważniejsze w moim życiu i chce robić w przyszłości coś związane z nią. Wróciłam do domu. Miałam ochotę na lody więc postanowiłam zadzwonić do Iwony i zapytać czy pójdzie ze mną. Ona jednak nie wróciła jeszcze do domu. Poszłam więc sama. Weszłam do sklepu i poczułam dreszcz na skórze przez klimatyzację. Doszłam do lodówki i wybrałam czekoladowego loda w rożku.  Zapłaciłam i wyszłam. Usiadłam sobię na chwilę na murku. Wyjęłam loda z papierka i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Zawsze w tym miejscu jest darmowy internet. Włączyłam więc twitter'a. Spojrzałam czy ktoś mnie obserwuje.
- O mój boże ! - krzyknęłam tak że aż ludzie na ulicy się na mnie popatrzyli - nie wierze ! -  przetarłam oczy - jednak to prawda ! Austin mnie obserwuje ! - ten dzień był wspaniały. Szybko napisałam do Iwony sms'a : ''Nie uwierzysz co się stało ! '', a po 15 sekundach już miałam odpowiedź : '' no co się stało ? ''
Uśmiechnęłam się bardzo szeroko do telefonu i napisałam jej : ''Austin mnie obserwuje na
twitter'ze ! '' zablokowałam go i schowałam do kieszeni.  Szybko pobiegłam do domu. Wpadłam jak szalona do pokoju i zaczęłam skakać. Dziwnie to wyglądało ale byłam na prawdę szczęśliwa. Położyłam się na łóżku. Wzięłam poduszkę, przytuliłam się do niej i uśmiechnęłam się tak jakby właśnie stał nade mną Austin.

środa, 23 maja 2012

Rozdział 2

Obudził mnie budzik, który zadzwonił o 8:30 - lubię wcześnie wstawać i mieć dużo czasu dla siebie. Całą noc śnił mi się Austin. Nie pamiętam dokładnie co, ale wiem, że był to najlepszy sen na świecie. Wstałam i wyłączyłam denerwujący mnie już budzik. Nacisnęłam guzik włączający laptopa. Kiedy się uruchamiał, poszłam się ubrać i uczesać. Gdy to zrobiłam wróciłam i usiadłam do komputera. Pierwsze co, to napisałam na twitter'ze :
''Najlepszy sen o najprzystojniejszym chłopaku <3 ''- uśmiechnęłam się do monitora. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 9. Postanowiłam zadzwonić do Klaudii i wszystko jej  opowiedzieć. Odebrała po trzech sygnałach. Gdy o wszystkim jej powiedziałam jej głos nie był bardzo podekscytowany.
- Trudno - pomyślałam - jeszcze ją przekonam. Całą sobotę i całą niedziele myślałam tylko o tym jak poznać Austina.
-To nie będzie takie proste. Przecież on jest znany, przystojny z cudownym głosem i na pewno nigdy nie chciałby porozmawiać ze mną - brzydką i zwykłą dziewczyną - do oczu napłynęły mi łzy. Szybko je przetarłam i zabrałam się za odrabianie lekcji. Nic mi nie wychodziło. Nie mogłam się skupić. W myślach krążył mi Austin.
- Czemu on musi być tak cudowny ? - spytałam patrząc do góry. Niestety odpowiedzi nie usłyszałam. Odsunęłam lekcje na bok. Postanowiłam poszukać różnych informacji o nim .I jest. Znalazłam bloga gdzie odpowiada na pytania fanek. Były przeróżne od ulubionego koloru do jakie dziewczyny najbardziej lubi. Szkoda że połowy nie rozumiałam.


~~~~~~~~
Jest 2 rozdział ! Przepraszam że taki krótki, ale brak weny, a już chciałam dodać.
Dzięki bardzo osobą z grupy I'm SEXY and I'm BELIEBER ♥ Dzięki wam go piszę i jesteście moją inspiracją.

czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 1

Jak codziennie wróciłam właśnie z szkoły. Na szczęście był to piątek, więc czekał na
mnie cały weekend. Weszłam do domu i krzyknęłam :
- Wróciłam mamo !
- Dorze Kasiu ! Zejdź za 10 minut na obiad - usłyszałam
Poszłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam plecak na łóżko i włączyłam komputer. Wyjęłam z kieszeni telefon i położyłam go na biurku. Zdjęłam swoje jeansy i założyłam luźne, dresowe spodnie. Poszłam do łazienki umyć ręce i uczesać włosy. Gdy to zrobiłam, wyszłam i usiadłam do komputera. Włączyłam facebook'a i twitter'a.
- I znowu na facebook'u nudy. Jedynie kilka postów w grupie - powiedziałam do siebie -
Na twitter'ze to samo - dodałam. Oparłam lewą ręką brodę, a prawą wpisywałam ''Youtube.pl''
- hmm ... znam już chyba wszystkie piosenki jakie istnieją. A może tak posłuchać sobie coverów ? - pomyślałam. Zaczęłam od coverów piosenek Justin'a Bieber'a. Pierwszy cover - nuda, drugi - wyłączyłam po 5 sekundach. Spojrzałam na zegarek i przypomniało mi się, że miałam zejść po obiad. Zeszłam na dół. Wzięłam szklankę z szafki, otworzyłam lodówkę i nalałam sobie soku. Wypiłam łyk.
- mmm ... nareszcie coś chłodnego - powiedziałam. Było dziś wyjątkowo gorąco. W lewą rękę wzięłam talerz, a w prawą szklankę z piciem.
- Dzięki mamo - powiedziałam wchodząc po schodach. Mamy duży dom. Nasza kuchnia jest położona
nisko. Wychodzi się z niej do jadalni i przedpokoju. W przedpokoju są schody, które prowadzą
na pierwsze piętro, gdzie jest mój pokój, sypialnia rodziców, pokój brata i niewielka łazienka.
- Proszę - usłyszałam gdy byłam już w jadalni. Weszłam do pokoju z pełnym talerzem jedzenia
i pełną szklanką picia. Postawiłam to koło komputera i usiadłam na krześle. Jedząc przeglądałam
reszte coverów. Nagle zauważyłam filmik chłopaka, który coveruje piosneknę''Mistletoe''. Kliknęłam. Po pierwszych kilku sekundach otworzyłam buzię. Z ręki wypadł mi widelec z jedzeniem i upadł na laptopa - nie zwracałam na to uwagi, bardziej obchodził mnie filmik
z chłopakiem o cudownym głosie.
- Oż ty w życiu ! - powiedziałam z otwartymi szeroko oczami - on jest niesamowity !
- wykrzyczałam. Zaczęłam oglądać więcej jego fimików. Były cudowne. Po trzecim
przypomniałam sobie, że upadł mi widelec z jedzeniem. Szybko sprzątnęłam i zabrałam się
do oglądania kolejnych coverów. Czas zaczął mi lecieć strasznie szybko. Zanim się obejrzałam
była już 21:03.
- Zaraz, zaraz - powiedziałam zachrypniętym głosem - przecież on na pewno ma twittera.
Szybko wpisałam jego imię i nazwisko i ... ''folnęłam'' go. Zaczęłam czytać jego tweety.
Nagle w oczy rzucił mi się jeden z nich :
''What's love? In math: a problem. In history: a war. In chemistry: a reaction.
 In art: a heart. In me: you<3 ''
- AWWW ... - powiedziałam głośno - jaki Austin jest słodki - tak, tak właśnie miał na imię.
Spojrzałam na zegarek. Zbliżała się godzina 22:45.
- Czemu ta noc nie może trwać dłużej? - chciałam dowiedzieć się o nim wszystkiego, zaczął mnie przecież interesować. Postanowiłam się wykąpać. Wzięłam piżamę i ruszyłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Poczułam jak letnie krople wody spływają po moim ciele. Minęło 10 minut. Wyszłam przebrana w piżamę z łazienki. Przyszłam do pokoju. Usiadłam jeszcze na chwilę do komputera. Oglądałam właśnie zdjęcia Austina. Strasznie spodobało mi się jedno. Ściągnęłam sobie i ustawiłam je na tapetę. Zrobiłam się zmęczona.
- Dobranoc - powiedziałam do zdjęcia które widniało na mojej tapecie. Wyłączyłam komputer. Widziałam tylko jak powoli znika zdjęcie. Zamknęłam laptopa i zgasiłam lampkę. Położyłam się na łóżku, przykryłam się kołdrą i zasnęłam. Cały czas śnił mi się Austin.