Podeszłam do drzwi, żeby zobaczyć
kto się dobija o tej godzinie. Otworzyłam je, a przed nimi stał
Austin.
- Witam – powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
- Zwariowałeś ? Wiesz która jest godzina ? - zapytałam wpychając go do środka, żeby nikt go nie usłyszał – W ogóle jak znalazłeś mój pokój?
- Nie tyle pytań na raz – powiedział przez lekki śmiech – Przepraszam, że tak późno, ale mieliśmy się spotkać, a cały dzień Cię nie było. A poza tym nie jestem sam – powiedział po czym weszło trzech chłopaków – Alex, Peyton i Robert. Pierwszy raz w życiu stało przede mną 4 przystojnych i znanych kolesi. Zaczęli się przedstawiać, chociaż ja znałam ich imiona. Po wydukaniu '' A ja jestem Kasia'' nastała cisza którą przerwał Austin.
- Chodź z nami na impreze – zaproponował.
- Może i bym poszła, ale jutro z rodzicami jade dalej i muszę być przygotowana. A poza tym nie lubię alkoholu i papierosów.
- Nie martw się my też nie pijemy i nie palimy – powiedział Peyton. Ucieszyło mnie to – to co idziesz ?
-No nie wiem.
-Oj chodź, zabawimy się – puszczając oczko zaśmiał się Robert.
- A gdzie jedziesz ? - wtrącił Austin.
- Powiem Ci jak będziemy na imprezie – wiem nie powinnam, ale chciałam porozmawiać z Austinem i może dyskoteka nie była odpowiednim miesjce to czego się nie robi jak człowiek jest zakochany. Śmiesznie to brzmi. Znam go dwa dni, a już się zakocham. Jestem dziwna – dajcie mi tylko 5 minut. Przebiore i odświeżę się, a później możemy iść – dodałam po czym wyjęłam z walizki sukienkę, buty na koturnie, czystą bieliznę i skierowałam się do łazienki. Zdjęłam z siebie wszystko i zaczęłam ubierać się w czysty strój. Umyłam zęby, popsikałam się perfumami, pomalowałam na nowo rzęsy i wyszłam z łazienki. Chłopaki szybko odwrócili się w moją stronę. Widziałam jak każdy z nich zmierzył mnie z dołu do góry wzrokiem. Chwyciłam do ręki telefon i włorzyłam go to małej torebki. Na zegarku wybiła 22:20.
-Późno – pomyślałam – idziemy ? - zaproponowałam.
- Tak – powiedzieli chórem. Wyszliśmy po cichu z pokoju, ja zamknęłam go po czym wrzuciłam klucz do torebki – żeby tylko rodzice się nie skapneli – pomyślałam przerażona. Podszedł do mnie Robert i wystawił mi łokieć co oznaczało żebym go złapała.
- Madam ? - powiedział. Ja się tylko uśmiechnęłam i przełożyłam rękę za jego łokieć. Całą 5 ruszyliśmy się zabawić. Gdy wyszliśmy przed hotel chłopaki zatrzymali się przed dużym, czarnym samochodem. Był to Range Rover.
- No to wsiadamy – powiedział Alex. Trochę mnie to zdziwiło.
- Czyj to samochód ? - zapytałam.
- Mój – odpowiedział dumnie Alex wypinając klate do przodu – proszę – otwierając drzwi skierował się do mnie pokazując gestem żebym weszła do środka. Uśmiechnęłam się i usiadłam na miejsce koło kierowcy. Po chwili reszta ekipy również wsiadła. Po 10 minutach podjechaliśmy pod wielki dom z którego dochodziła muzyka. Mogłam się domyślić, że tu zostajemy. Wszyscy wyszliśmy z samochodu. Podeszłam do Austina i zapytałam się go :
- Czyj to dom ?
- Jakiegoś kolegi Peytona. Ma urodziny – odpowiedział. Ja zagryzłam tylko dolną wargę i ruszyłam za chłopakami. Weszliśmy do środka. Dom był nieziemski. Było w nim dużo osób, które się dobrze bawiły. Nagle podszedł do nas chłopak i przywitał się z Peytonem po ''swojemu''. Każdy się z nim przedstawił, gdy nadszedł czas na mnie.
- Kasia jestem- powiedziałam do przystojnego chłopaka, który był już lekko wstawiony.
- Max – odpowiedział pokazując równo ułorzone zęby – czujcie się jak u siebie – dodał patrząc na mnie i poruszając śmiesznie brwiami. Ja odparłam tylko uśmiechem, ale widziałam pół okiem, że chłopaki byli zdziwieni. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i powiedział szeptem do ucha:
-Mieliśmy pogadać – już wiedziałam, że to Austin dlatego się odwróciłam i odpowiedziałam mu
-Znajdź ciche miejsce to pogadamy.
Złapał mnie za rękę i zparowadził na górę. Czułam jak przez całe ciało przeszły mnie dreszcze przez jego dotyk. Weszliśmy do pierwszego lepszego pokoju, zamknęliśmy drzwi i rozgościliśmy się- Austin usiadł na łóżku, a ja rozglądałam się po całej sypialni. Po chwili ciszy, chłopak zaczął rozmowe.
- To gdzie jutro jedziesz ?
- Jutro do Kaliforni też na 3 dni. Później dalej i dalej a na końcu do Nowego Jorku – odpowiedziałam oglądając zdjęcia, które stały na komodzie. Usiadłam na krzesło i zapatrzyłam się w podłogę – to moje marzenie zwiedzić przynajmniej część Stanów, ale ...
- Ale co ? - zapytał Austin, który po chwili był już koło mnie. Uklęknął i spojrzał mi w oczy.
-Może to głupie, ale chciałabym spędzić z tobą więcej czasu – odpowiedziałam po czym zabrałam wzrok i spojrzałam się w drzwi w których stał właśnie Max.
- Witam – powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
- Zwariowałeś ? Wiesz która jest godzina ? - zapytałam wpychając go do środka, żeby nikt go nie usłyszał – W ogóle jak znalazłeś mój pokój?
- Nie tyle pytań na raz – powiedział przez lekki śmiech – Przepraszam, że tak późno, ale mieliśmy się spotkać, a cały dzień Cię nie było. A poza tym nie jestem sam – powiedział po czym weszło trzech chłopaków – Alex, Peyton i Robert. Pierwszy raz w życiu stało przede mną 4 przystojnych i znanych kolesi. Zaczęli się przedstawiać, chociaż ja znałam ich imiona. Po wydukaniu '' A ja jestem Kasia'' nastała cisza którą przerwał Austin.
- Chodź z nami na impreze – zaproponował.
- Może i bym poszła, ale jutro z rodzicami jade dalej i muszę być przygotowana. A poza tym nie lubię alkoholu i papierosów.
- Nie martw się my też nie pijemy i nie palimy – powiedział Peyton. Ucieszyło mnie to – to co idziesz ?
-No nie wiem.
-Oj chodź, zabawimy się – puszczając oczko zaśmiał się Robert.
- A gdzie jedziesz ? - wtrącił Austin.
- Powiem Ci jak będziemy na imprezie – wiem nie powinnam, ale chciałam porozmawiać z Austinem i może dyskoteka nie była odpowiednim miesjce to czego się nie robi jak człowiek jest zakochany. Śmiesznie to brzmi. Znam go dwa dni, a już się zakocham. Jestem dziwna – dajcie mi tylko 5 minut. Przebiore i odświeżę się, a później możemy iść – dodałam po czym wyjęłam z walizki sukienkę, buty na koturnie, czystą bieliznę i skierowałam się do łazienki. Zdjęłam z siebie wszystko i zaczęłam ubierać się w czysty strój. Umyłam zęby, popsikałam się perfumami, pomalowałam na nowo rzęsy i wyszłam z łazienki. Chłopaki szybko odwrócili się w moją stronę. Widziałam jak każdy z nich zmierzył mnie z dołu do góry wzrokiem. Chwyciłam do ręki telefon i włorzyłam go to małej torebki. Na zegarku wybiła 22:20.
-Późno – pomyślałam – idziemy ? - zaproponowałam.
- Tak – powiedzieli chórem. Wyszliśmy po cichu z pokoju, ja zamknęłam go po czym wrzuciłam klucz do torebki – żeby tylko rodzice się nie skapneli – pomyślałam przerażona. Podszedł do mnie Robert i wystawił mi łokieć co oznaczało żebym go złapała.
- Madam ? - powiedział. Ja się tylko uśmiechnęłam i przełożyłam rękę za jego łokieć. Całą 5 ruszyliśmy się zabawić. Gdy wyszliśmy przed hotel chłopaki zatrzymali się przed dużym, czarnym samochodem. Był to Range Rover.
- No to wsiadamy – powiedział Alex. Trochę mnie to zdziwiło.
- Czyj to samochód ? - zapytałam.
- Mój – odpowiedział dumnie Alex wypinając klate do przodu – proszę – otwierając drzwi skierował się do mnie pokazując gestem żebym weszła do środka. Uśmiechnęłam się i usiadłam na miejsce koło kierowcy. Po chwili reszta ekipy również wsiadła. Po 10 minutach podjechaliśmy pod wielki dom z którego dochodziła muzyka. Mogłam się domyślić, że tu zostajemy. Wszyscy wyszliśmy z samochodu. Podeszłam do Austina i zapytałam się go :
- Czyj to dom ?
- Jakiegoś kolegi Peytona. Ma urodziny – odpowiedział. Ja zagryzłam tylko dolną wargę i ruszyłam za chłopakami. Weszliśmy do środka. Dom był nieziemski. Było w nim dużo osób, które się dobrze bawiły. Nagle podszedł do nas chłopak i przywitał się z Peytonem po ''swojemu''. Każdy się z nim przedstawił, gdy nadszedł czas na mnie.
- Kasia jestem- powiedziałam do przystojnego chłopaka, który był już lekko wstawiony.
- Max – odpowiedział pokazując równo ułorzone zęby – czujcie się jak u siebie – dodał patrząc na mnie i poruszając śmiesznie brwiami. Ja odparłam tylko uśmiechem, ale widziałam pół okiem, że chłopaki byli zdziwieni. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i powiedział szeptem do ucha:
-Mieliśmy pogadać – już wiedziałam, że to Austin dlatego się odwróciłam i odpowiedziałam mu
-Znajdź ciche miejsce to pogadamy.
Złapał mnie za rękę i zparowadził na górę. Czułam jak przez całe ciało przeszły mnie dreszcze przez jego dotyk. Weszliśmy do pierwszego lepszego pokoju, zamknęliśmy drzwi i rozgościliśmy się- Austin usiadł na łóżku, a ja rozglądałam się po całej sypialni. Po chwili ciszy, chłopak zaczął rozmowe.
- To gdzie jutro jedziesz ?
- Jutro do Kaliforni też na 3 dni. Później dalej i dalej a na końcu do Nowego Jorku – odpowiedziałam oglądając zdjęcia, które stały na komodzie. Usiadłam na krzesło i zapatrzyłam się w podłogę – to moje marzenie zwiedzić przynajmniej część Stanów, ale ...
- Ale co ? - zapytał Austin, który po chwili był już koło mnie. Uklęknął i spojrzał mi w oczy.
-Może to głupie, ale chciałabym spędzić z tobą więcej czasu – odpowiedziałam po czym zabrałam wzrok i spojrzałam się w drzwi w których stał właśnie Max.
- O tu was mam - powiedział
uśmiechając się – Austin tak ?
- Tak jestem Austin – odpowiedział wstając.
- Peyton Cię szukał.
- Dobra pójdę do niego, a później dokończymy rozmowe – zwrócił się do mnie. Chłopak wyszedł i zostałam sama w pokoju z Max'em. Nastała cisza.
- Ja już pójdę poszukać chłopaków. Robi się późno.
- Poczekaj. Może chcesz, żebym Cię odwiózł ?
- Nie trzeba – odpowiedziałam i lekko uśmiechnęłam się. Wyszłam z pokoju i skierowałam się schodami na dół. Wzorkiem wsród tłumu próbowałam znaleźć którąś znaną mi twarz, ale na marne. Wyszłam na zewnątrz. Przynajmniej tam nie było tylu ludzi ile w środku. Usiadłam na ławce i wpuściłam świeże powietrze do płuc. Uwielbiam takie nocne, szkoda tylko że nie mogłam się nim długo nacieszyć. Usłyszałam głośne krzyki. Odwróciłam się i zobaczyłam jak ktoś w oddali się bije. Podeszłam bliżej tak, że widziałam twarz tych osób. Nie uwierzyłam to co zobaczyłam – Austina trzymającego przez chłopaków i jakiegoś kolesia, który chciał się do niego dobrać. Podbiegłam tak blisko żebyłam między nimi.
- Ej spokój – krzyknęłam.
- O przyszła twoja laska – drwiącym głosem powiedział mężczyzna już bardzo pijany.
- Jeszcze raz coś powiesz, a nie ręcze za siebie ! - wykrzyczał Austin.
- Wasza d z i w k a – śmiejąc się głośno dokończył. W tym momencie zobaczyłam jak Robert z wściekłością popycha chłopaka, kuca przy nim i zaczyna okładać go pięściami. Nie wiedziałam co mam robić. Alex z Peytonem podbiegli do nich, odciągnęli go od chłopaka podeszli do mnie i powiedzieli 'chodź'. Posłusznie powędrowałam za nimi. Byliśmy poza granicami parceli kiedy zaczęłam.
- Moge wiedzieć o co tu się stało ? - zapytałam prawie krzycząc. Ale nikt nie odpowiedział.
- A co miałoby się stać ? - powiedział Austin siadając na krawężniku.
- Biliście się to chyba nie jest normalne ! - powiedziałam lekko zdenerowana – może mi ktoś wijaśnić o co chodzi ? - spytałam ponownie. Podszedł do mnie Alex.
- Jest to nasz tak jakby stary ''znajomy''. -zaczął - Znamy się z szkoły. Zawsze uważał się za lepszego fajniejszego. Czyli wiesz taki zbir jak w każdej szkole. Kiedyś zaczął nabijać się z tego, że tata Austina nie żyje. On nie wytrzymał i rzucił się na niego przy całej szkole. Powiedział, że jeżeli jeszcze raz obrazi kogoś kogo kocha zrobi mu coś. Bil – bo tak ma na imię ten chłopak – zaczął Cię wyzywać, że tak można powiedzieć. Więc dalej możesz się domyśleć co się stało.
Stałam z szerokimi oczamia i lekko otwartymi ustami. Nie uwierzyłam to co właśnie powiedział Alex. Podeszłam do Austina usiadłam koło niego i spojrzałam w jego oczy. Miał łzy które chwile potem przetarł. Mocno się wtuliłam.
- Przepraszam – wyszeptałam ledwo słysząc.
- Za co ? - zdziwił się chłopak.
- Nie powinnam tu przychodzić. Gdyby nie ja nie było by tu tej całej sytuacji.
Wstałam, poprawiłam sukienkę i zaczęłam iść przed siebie, ale poczułam rękę na swoim ramieniu.
- Nie wygłupiaj się. To nie twoja wina – zapewnił mnie uśmiechając się.
Nagle wypadł z domu zdysznay Max.
- Nic wam nie jest ? - zapytał ledwie mówiąc – nie wiem skąd on się tu znalazł, przepraszam was.
- Nie nic się nie stało, to my Ci popsuliśmy imprezę.
- Co tam impreza ! Ważniejsze czy nic wam nie jest? - spytał ponownie.
- Nam nie, ale Robert ma chyba rozcięty łuk brwiowy – odpowiedziałam. Podeszłam do Roba bliżej - chodź powinno Ci się to opatrzeć. Masz może Max jakąś apteczkę ?
- Tak chodźcie za mną – odparł i pokazał zamachną ręką informując żebyśmy szli za nim. Weszliśmy do dużej kremowej łazienki. Kazałam Robertowi usiąść na brzegu wanny. Wyciągnęłam wodę utlenioną, waciki i plaster. Nalałam mu kilka kropel wody. Syknął. Podmuchałam lekko w ranę, przetarłam watką i nakleiłam plaster.
- Dzielny pacjent – uśmiechnęłam się do niego. On złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i powiedział : Dziękuję.
Wróciliśmy do chłopaków którzy czekali pod domem. Byłam już zmęczona. Oczy same mi się kleiły.
- Przepraszam was na chwilę, muszę zamówić taksówkę.
- Nie wugłupiaj się, podwieziemy Cię – wtrącił Alex.
- Nie będę sprawiała kłopotu ? - wolałam się upewnić.
- Przywieźliśmy to i odwieziemy – odpowiedział.
Dla ludzi w środku impreza się dopiero rozkręcała, ale dla mnie była to pora spania. Oparłam się o mur i przymknęłam na chwilę oczy.
- Oho, widzę, że już przysypiasz. Wracamy ? - powiedział nagle Alexander.
- Jestem za – przebudzając się nagle podniosłam dwa palce do góry. Wgramoliłam się do samochodu na tylnie siedze koło drzwi. Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Ledwie minęła sekunda, a już staliśmy pod hotelem gdzie zostałam zameldowana.
- Jesteśmy śpiąca królewo – zaśmiał się Peyton. Przetarłam oczy żebym lepiej widziała. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Chłopcy zrobili to samo.
- Dziękuję wam i również przepraszam – zaczęłam.
- Nie masz za co przepraszać – powiedział Austin. Podeszłam do każdego przytulając się na pożegnanie. Najpierw do Peytona – najstarszego, później do Roberta – bohater, następnie do Alex'a- kierowcy i na końcu do Austina – chłopaka do którego coś najwyraźniej czułam.
- Mam nadzieje, że do zobaczenia - rzuciłam powoli idąc do środka budynku.
- Do zobaczenia – usłyszałam już w oddali. Weszłam do środka. Zdjęłam buty by nie uderzać nimi o podłogę i wzięłam je w rękę. Doszłam do mojego pokoju. Wyciągnęłąm kluczę i po cichu otworzyłam drzwi. Zamknęłam je za sobą po woli, żeby nikt nie usłyszał, rzuciłam starannie gdzieś buty, zdjęłam sukienkę, założyłam luźną koszulkę i wskoczyłam pod kołdrę. Od razu zasnęłam.
- Tak jestem Austin – odpowiedział wstając.
- Peyton Cię szukał.
- Dobra pójdę do niego, a później dokończymy rozmowe – zwrócił się do mnie. Chłopak wyszedł i zostałam sama w pokoju z Max'em. Nastała cisza.
- Ja już pójdę poszukać chłopaków. Robi się późno.
- Poczekaj. Może chcesz, żebym Cię odwiózł ?
- Nie trzeba – odpowiedziałam i lekko uśmiechnęłam się. Wyszłam z pokoju i skierowałam się schodami na dół. Wzorkiem wsród tłumu próbowałam znaleźć którąś znaną mi twarz, ale na marne. Wyszłam na zewnątrz. Przynajmniej tam nie było tylu ludzi ile w środku. Usiadłam na ławce i wpuściłam świeże powietrze do płuc. Uwielbiam takie nocne, szkoda tylko że nie mogłam się nim długo nacieszyć. Usłyszałam głośne krzyki. Odwróciłam się i zobaczyłam jak ktoś w oddali się bije. Podeszłam bliżej tak, że widziałam twarz tych osób. Nie uwierzyłam to co zobaczyłam – Austina trzymającego przez chłopaków i jakiegoś kolesia, który chciał się do niego dobrać. Podbiegłam tak blisko żebyłam między nimi.
- Ej spokój – krzyknęłam.
- O przyszła twoja laska – drwiącym głosem powiedział mężczyzna już bardzo pijany.
- Jeszcze raz coś powiesz, a nie ręcze za siebie ! - wykrzyczał Austin.
- Wasza d z i w k a – śmiejąc się głośno dokończył. W tym momencie zobaczyłam jak Robert z wściekłością popycha chłopaka, kuca przy nim i zaczyna okładać go pięściami. Nie wiedziałam co mam robić. Alex z Peytonem podbiegli do nich, odciągnęli go od chłopaka podeszli do mnie i powiedzieli 'chodź'. Posłusznie powędrowałam za nimi. Byliśmy poza granicami parceli kiedy zaczęłam.
- Moge wiedzieć o co tu się stało ? - zapytałam prawie krzycząc. Ale nikt nie odpowiedział.
- A co miałoby się stać ? - powiedział Austin siadając na krawężniku.
- Biliście się to chyba nie jest normalne ! - powiedziałam lekko zdenerowana – może mi ktoś wijaśnić o co chodzi ? - spytałam ponownie. Podszedł do mnie Alex.
- Jest to nasz tak jakby stary ''znajomy''. -zaczął - Znamy się z szkoły. Zawsze uważał się za lepszego fajniejszego. Czyli wiesz taki zbir jak w każdej szkole. Kiedyś zaczął nabijać się z tego, że tata Austina nie żyje. On nie wytrzymał i rzucił się na niego przy całej szkole. Powiedział, że jeżeli jeszcze raz obrazi kogoś kogo kocha zrobi mu coś. Bil – bo tak ma na imię ten chłopak – zaczął Cię wyzywać, że tak można powiedzieć. Więc dalej możesz się domyśleć co się stało.
Stałam z szerokimi oczamia i lekko otwartymi ustami. Nie uwierzyłam to co właśnie powiedział Alex. Podeszłam do Austina usiadłam koło niego i spojrzałam w jego oczy. Miał łzy które chwile potem przetarł. Mocno się wtuliłam.
- Przepraszam – wyszeptałam ledwo słysząc.
- Za co ? - zdziwił się chłopak.
- Nie powinnam tu przychodzić. Gdyby nie ja nie było by tu tej całej sytuacji.
Wstałam, poprawiłam sukienkę i zaczęłam iść przed siebie, ale poczułam rękę na swoim ramieniu.
- Nie wygłupiaj się. To nie twoja wina – zapewnił mnie uśmiechając się.
Nagle wypadł z domu zdysznay Max.
- Nic wam nie jest ? - zapytał ledwie mówiąc – nie wiem skąd on się tu znalazł, przepraszam was.
- Nie nic się nie stało, to my Ci popsuliśmy imprezę.
- Co tam impreza ! Ważniejsze czy nic wam nie jest? - spytał ponownie.
- Nam nie, ale Robert ma chyba rozcięty łuk brwiowy – odpowiedziałam. Podeszłam do Roba bliżej - chodź powinno Ci się to opatrzeć. Masz może Max jakąś apteczkę ?
- Tak chodźcie za mną – odparł i pokazał zamachną ręką informując żebyśmy szli za nim. Weszliśmy do dużej kremowej łazienki. Kazałam Robertowi usiąść na brzegu wanny. Wyciągnęłam wodę utlenioną, waciki i plaster. Nalałam mu kilka kropel wody. Syknął. Podmuchałam lekko w ranę, przetarłam watką i nakleiłam plaster.
- Dzielny pacjent – uśmiechnęłam się do niego. On złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i powiedział : Dziękuję.
Wróciliśmy do chłopaków którzy czekali pod domem. Byłam już zmęczona. Oczy same mi się kleiły.
- Przepraszam was na chwilę, muszę zamówić taksówkę.
- Nie wugłupiaj się, podwieziemy Cię – wtrącił Alex.
- Nie będę sprawiała kłopotu ? - wolałam się upewnić.
- Przywieźliśmy to i odwieziemy – odpowiedział.
Dla ludzi w środku impreza się dopiero rozkręcała, ale dla mnie była to pora spania. Oparłam się o mur i przymknęłam na chwilę oczy.
- Oho, widzę, że już przysypiasz. Wracamy ? - powiedział nagle Alexander.
- Jestem za – przebudzając się nagle podniosłam dwa palce do góry. Wgramoliłam się do samochodu na tylnie siedze koło drzwi. Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Ledwie minęła sekunda, a już staliśmy pod hotelem gdzie zostałam zameldowana.
- Jesteśmy śpiąca królewo – zaśmiał się Peyton. Przetarłam oczy żebym lepiej widziała. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Chłopcy zrobili to samo.
- Dziękuję wam i również przepraszam – zaczęłam.
- Nie masz za co przepraszać – powiedział Austin. Podeszłam do każdego przytulając się na pożegnanie. Najpierw do Peytona – najstarszego, później do Roberta – bohater, następnie do Alex'a- kierowcy i na końcu do Austina – chłopaka do którego coś najwyraźniej czułam.
- Mam nadzieje, że do zobaczenia - rzuciłam powoli idąc do środka budynku.
- Do zobaczenia – usłyszałam już w oddali. Weszłam do środka. Zdjęłam buty by nie uderzać nimi o podłogę i wzięłam je w rękę. Doszłam do mojego pokoju. Wyciągnęłąm kluczę i po cichu otworzyłam drzwi. Zamknęłam je za sobą po woli, żeby nikt nie usłyszał, rzuciłam starannie gdzieś buty, zdjęłam sukienkę, założyłam luźną koszulkę i wskoczyłam pod kołdrę. Od razu zasnęłam.